Dr Sebastian Gajewski: Przewlekłość postępowania przed Trybunałem będzie normą [Rozmowa Trybuna.eu]

Rozmowa z dr. Sebastianem Gajewskim, prawnikiem, ekspertem Centrum im. Ignacego Daszyńskiego.

 – Czy nowa ustawa o Trybunale Konstytucyjnym jest sprzeczna z Konstytucją?
– Na pewno nie można stwierdzić niezgodności tej ustawy z Konstytucją w całości. Są w niej jednak przepisy, które z całą pewnością są niekonstytucyjne. Mam przede wszystkim na myśli niektóre przepisy dotyczące postępowania przed Trybunałem oraz odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów Trybunału. Stanowią one przejaw instrumentalizacji prawa. Są one jednocześnie refleksem przekonania liderów Prawa i Sprawiedliwości, że Trybunał w obecnej formie będzie dążył do zablokowania realizacji programu wyborczego PiS.
– Po jakie rozwiązania PiS sięgnął, aby temu przeciwdziałać?
– Po pierwsze, jest to zwiększenie wpływu władzy wykonawczej na władzę sądowniczą, co samo w sobie budzi głębokie zastrzeżenia co do konstytucyjności. Po drugie, są to mechanizmy dające sędziom wybranym z rekomendacji PiS możliwość przedłużania lub blokowania postępowania. W tym sensie możemy postawić tezę o normatywnie zadekretowanej przewlekłości postępowań przed Trybunałem. O ile przewlekłość jest jedną z chorób polskich sądów powszechnych, to PiS czyni z niej cnotę w przypadku Trybunału.
– Jarosław Kaczyński na wszelkie zarzuty może odpowiedzieć, że w Holandii nie ma Trybunału Konstytucyjnego. Albo, że jakieś rozwiązanie skopiowano z systemu prawnego Niemiec, czy Austrii.
– Na ten problem wskazała już Komisja Wenecka. Tak naprawdę nie jest problemem jedno czy drugie rozwiązanie. Niektóre z nich rzeczywiście funkcjonują w Europie Zachodniej. Problemem jest ich kumulacja, która prowadzi do osiągnięcia z góry zamierzonej nieefektywności postępowania.
– Co budzi Pana największe wątpliwości?
– Po pierwsze, zwiększenie wpływu Prezydenta na Trybunał. Pod rządami nowej ustawy to Prezydent będzie zatwierdzał decyzję Trybunału o złożeniu z urzędu sędziego w efekcie wewnętrznego postępowania dyscyplinarnego. To przepis, który odnosi się do casusu sędziów wybranych przez PiS. Obecnie musza oni przewodniczyć składom orzekającym, gdyż odmowa mogłaby się skończyć ich złożeniem z urzędu. Nowa ustawa eliminuje de facto taką możliwość.
– W publicystyce pojawiła się tez o wprowadzenia zasady weta do Trybunału.
– Rzeczywiście. Grupa sędziów zyskała możliwość odwlekania wydania orzeczenia w przypadku braku jednomyślności sędziowskiej, składając sprzeciw od propozycji rozstrzygnięcia. To rozwiązanie jawnie sprzeczne z Konstytucją, gdyż ogranicza przysługujące obywatelom prawo do sądu, które obejmuje przecież prawo do rozstrzygnięcia sprawy w rozsądnym terminie. Przykładowo pod rządami nowej ustawy obywatel składający skargę konstytucyjną, która byłaby procedowana w pełnym składzie, nie będzie miał pewności, czy wyrok w swojej sprawie usłyszy w rozsądnym terminie. Zgodnie ze wspomnianym mechanizmem mniejszość sędziów będzie mogła przewlekać postępowanie nawet o pół roku. Oznacza to istotne ograniczenie konstytucyjnego systemu ochrony praw obywatelskich.
– Jak pan odnosi się do przepisu, że wokanda ma być ustalana poprzez kolejność wpływu spraw.
– Generalnie nie jest to zła zasada. Do tej pory mieliśmy do czynienia z przesadną arbitralnością w wyznaczaniu kolejności rozpatrywania spraw. Często wpływ miało na to zainteresowanie sędziego sprawozdawcy daną tematyką. Oczywiście od zasady, że sprawy rozpatrywane są według kolejności wpływu powinny istnieć racjonalne wyjątki. Tego zabrakło. A przyznanie prezydentowi prawa do decydowania o rozpatrywaniu danej sprawy poza kolejnością to kolejna niedopuszczalna ingerencja władzy wykonawczej w niezależność władzy sądowniczej.
– Prezydent wybierze nowego prezesa Trybunału spośród co najmniej trzech kandydatów przedstawionych przez Trybunał.


– To również co do zasady nie jest złe rozwiązanie. Do tej pory prezydent wybierał spośród dwóch kandydatów wskazanych przez Zgromadzenie Ogólne Trybunału Konstytucyjnego. Prezydenci Aleksander Kwaśniewski i Lech Kaczyński wskazywali jednak na pozorność swojego wyboru. Często bowiem w zestawie dwóch kandydatów znajdował się jeden, którego wskazanie na prezesa było de facto niemożliwe. Na przykład dlatego, że jego kadencja upływała za kilka miesięcy, co w sposób oczywisty faworyzowało drugiego kandydata. Teraz pula kandydatów będzie większa. Ma to jednak swoje drugie, polityczne, dno. Posłowie PiS wprowadzili ten przepis, aby dać możliwość wybrania przez Andrzeja Dudę kandydata wybranego wcześniej na sędziego Trybunału głosami PiS. To rozwiązanie dobrze pokazuje pewien generalny problem z tą ustawą. Za wieloma przepisami stoją racjonalne przesłanki, nie można jednak mieć wątpliwości, że w tym kontekście politycznym służą one realizacji partykularnych celów partii rządzącej.
Udostępnij na Google Plus