Gazeta Wyborcza: Starosta, który zaczynał od walki o suszarkę w toalecie

Ma 24 lata i jest najmłodszym starostą w Polsce. Jest też Patryk Lewicki nadzieją umierającej lubuskiej lewicy. Na razie słyszy pytania, co ty umiesz, chłopaku.

Piotr Bakselerowicz: Patryk Lewicki miał 20 lat, gdy został wiceprzewodniczącym rady powiatu sulęcińskiego? Jak do tego doszedłeś?.

Patryk Lewicki: Polityką interesowałem się od dziecka. Chyba wpoił mi to dziadek, który miał lewicowe poglądy. Przejąłem je od niego. Zawsze mi powtarzał, żeby wszystko, co się robi, trzeba robić dla dobra ludzi. Przede wszystkim pomagać tym najsłabszym. Jako nastolatek zacząłem działać w różnych stowarzyszeniach. Później reaktywowałem i rozkręciłem lubuską młodzieżówkę SLD. Mniej więcej 6 lat temu poznałem Dariusza Ejcharta i Marka Zarębę [obaj z SLD, pierwszy został właśnie burmistrzem Sulęcina, drugi ponownie był radnym sejmiku lubuskiego - red.]. Oni wkręcili mnie poważnie w samorząd. Dostałem wielka szansę. Będę chciał pokazać, że bycie młodym nie znaczy, że jest się osobą gorzej myślącą czy podejmującą gorsze decyzje.

Dziadek miał lewicowe poglądy. Komuna mu ich nie obrzydziła?

Nie, on tak do tego nie podchodził. Dziadek był wojskowym. Dla niego było ważne, żeby ludziom żyło się dobrze. Bo w czasach PRL-u ludzie częściej sobie pomagali, zwłaszcza w małych społecznościach jak Sulęcin. Więzi sąsiedzkie, przyjacielskie były bardziej rozwinięte niż teraz. Teraz wiem, że przekazywał mi fajny światopogląd. Poglądy lewicowe są dobre dla zwykłych ludzi. Tak do tego podchodzę. Dla mnie partia, jakakolwiek, jeżeli chce działać, musi działać dla dobra ludzi. Od początku wiedziałem, że dla mnie odpowiednia będzie partia lewicowa. I tak wybrałem. Nie patrzę na to, że dzisiaj SLD ma niższe notowania. Nie można podchodzić do takich spraw w sposób koniunkturalny. To nie jest podejście na długi dystans. Ja jestem w SLD z przekonania.

Jak rodzice patrzyli na twój ciąg do polityki?

Akceptowali to. Oczywiście, czasami mówili: pamiętaj synu, szkoła najważniejsza, później praca, a dopiero potem zainteresowania. Tylko, że ja już od gimnazjum starałem się moje poczynania społeczno-polityczne realizować i pogodzić z nauką. Dzisiaj słyszę od swoich nauczycieli z gimnazjum i liceum, że dobrze sobie radziłem. Są dumni. Ostatnio prowadziłem nawet lekcje na temat samorządu w praktyce, a nauczyciele z mojego liceum w Gorzowie zaprosili mnie na spotkanie. Mam też stały kontakt z wykładowcami, których, nie ukrywam, często się radzę. Dlaczego miałbym nie uczyć się od najlepszych? To, że zostałem starostą nie upoważnia mnie do tego, żeby być najmądrzejszym i nie radzić się bardziej doświadczonych.

Dlaczego właśnie polityka? Coś cię denerwowało, chciałeś coś zmienić?

Chciałem, żeby to, co mnie otacza, stawało się coraz lepsze. Przyjazne i przydatne ludziom. Począwszy od drobnostek. Już w samorządzie uczniowskim walczyliśmy o wymianę suszarki w męskiej toalecie. Pisaliśmy petycje do dyrektora, a nawet do prezydenta Gorzowa. Udało nam się zdobyć podpisy 90 proc. wszystkich uczniów. I tak od małych spraw po te większe. Teraz wiem, że muszę postarać się o miejsca pracy dla młodych ludzi.

Sulęcin to nie El Dorado. Młodzi nie wiążą przyszłości z tym miastem. Jesteśmy dużo lat do tyłu i musimy to nadgonić. Od 16 lat burmistrz ciągle spierał się z kolejnymi starostami. Teraz jest wielka szansa, żeby było inaczej, bo z Dariuszem Ejchartem nie tylko podobnie myślimy, ale jesteśmy też dobrymi przyjaciółmi. Relacje, jakie są między nami, pomagają w każdym samorządzie. Spójrzmy na Świebodzin. Tam starosta z burmistrzem zawsze świetnie współpracowali i miasto bardzo się rozwinęło.

Jak to się stało, że radni wybrali właśnie Ciebie?

Mieliśmy szereg spotkań, na których doszliśmy do wniosku, że trzeba połączyć młodość i energię z doświadczeniem. I tak ja zostałem starostą, a wicestarostą Michał Deptuch [62 lata - red.], który przez 16 lat był burmistrzem Sulęcina. W skład zarządu weszło jeszcze dwóch przedstawicieli Platformy Obywatelskiej. Przynależność partyjna nam zupełnie nie przeszkadza.

Kiedy zostałeś starostą, internauci z "Wyborczej" pytali w komentarzach: "a co ten młody człowiek potrafi?" Co odpowiesz?

Umiem pozyskiwać pieniądze. Udowodniłem to w stowarzyszeniach, gdzie jest to bardzo trudne. Znacznie łatwiej starać się o środki zewnętrzne jako samorządowiec. Zresztą wielokrotnie już zaznaczałem, że dla mnie najważniejsze będzie dobre wejście w nową perspektywą unijną na lata 2014-2020. Mam też dużo pomysłów na promocję powiatu, ale pod kątem gospodarczym. Chciałbym odejść od promocji kulturalnej, bo to trochę takie promowanie powiatu w powiecie. Chciałbym reklamować powiat poza jego granicami.

Pomysłów mam mnóstwo. Na razie starostą jestem tylko dwa tygodnie. Najważniejszy jest rozwój gospodarczy. Od pół roku prowadzę rozmowy z przedsiębiorcami. Przedpole zacząłem szykować już wcześniej. Nie ukrywam, że jeżeli do Sulęcina udałoby mi się w ciągu roku ściągnąć jednego fajnego średniego przedsiębiorcę, który zatrudni kilkadziesiąt osób, to będzie duży sukces. Są duże szanse. Zrobię wszystko, żeby przyśpieszyć powstanie przedsiębiorstw. Marzę o tym, żeby to firmy rywalizowały o pracownika. Nie chodzi tylko miejsca pracy, ale też o ich jakość. Żeby ludzie zarabiali więcej niż 1,2 tys. zł na rękę.

Przed tobą duża kariera polityczna?

Jeżeli sprawdzę się jako starosta, to na pewno będę chciał spróbować. Ale na razie o tym nie myślę. Pamiętam za to, co mówili mi nauczyciele: "chłopaku, zostaniesz prezydentem". Oczywiście, podchodzę do tego z przymrużeniem oka, ale ostatnio przypomniały mi się te słowa.

*Patryk Lewicki, 24 lata, przewodniczący lubuskiej młodzieżówki SLD, od 1 grudnia 2014 r. starosta powiatu sulęcińskiego.

zdj (Agata Michalak)
Udostępnij na Google Plus